środa, 5 lutego 2014

Kurwa spierdalaj ...

Minęło tyle czasu. Tyle chwil już zaistniało. Tyle bólu w moim życiu się znalazło. Nie wiem ile minęło sekund, ile godzin, ile dni, ile miesięcy, ile lat. Nie wiem już nawet w jakim rytmie bije twoje serce. Nie wiem ile wykonało już uderzeń. I nie wiem czy na widok kogoś innego niż ja przyśpiesza Ci puls. Lecz... Czy na mój widok przyśpieszał Ci puls? Czy tylko myślałeś swoim drugim mózgiem? Czy byłeś tylko jebanym erotomanem?
Szczerze? Chciałabym mieć to w dupie...
Jednak nie mogę zapomnieć Twojego nic nie wartego "KOCHAM CIĘ".
Teraz mam przez Ciebie problem. Jesteś nic nie warty, jednak moje serce przyjmuje to do świadomości bardzo powoli. Żmudnie. Mózg dawno do tego doszedł. Dawno umarłeś w moim mózgu. Mimo to żyjesz we mnie wcale na to nie zasługując.
W moich wspomnieniach.
W moich marzeniach.
W moich snach.
Przede wszystkim w moim cierpieniu.
Amen.
Gdzie teraz jesteś kochanie? HM? Gdzie twoje wyznawanie miłości po francusku? Gdzie Twoja prośba o to bym została na zawsze? Gdzie miliony razem przesłuchanych piosenek? Gdzie wspólny śmiech? Pieszczoty? Pocałunki?
To wszystko nigdy nie zaistniało... a jednak było.
Było, a teraz boli i się kurwa nie odpierdoli.
Mam teraz defakto uraz mózgu. Chcą mnie zamknąć na białej sali i podarować mi ładną, ciasną sukienkę. Lubisz białe ciasne sukienki. Ty mi ją podarowałeś.
ĆPAŁEŚ...
ĆPAŁEŚ...
ZAĆPAŁEŚ?
Nie wiem i nigdy się nie dowiem.
Ale JA. Ja zaćpałam. Przedawkowałam Ciebie. Byłeś moim narkotykiem. Byłeś mieszanką. Zawsze mi mówiłeś, że prochów nie należy mieszać. Nie posłuchałam. TY byłeś pomieszaniem. Zła i dobra strona Ciebie. No i zaćpałam. A Ty zaćpałeś mnie. Wiem, że mnie kochałeś i wiem, że nie wytrzymałeś mojego towarzystwa. Mojego urazu. Chodź raz chciałabym jeszcze Cię mieć dla siebie. Może... Zaćpajmy razem kochanie?? Razem. Pomieszajmy nasze wady i zalety. To będzie dawka śmiertelna.
Teraz mam odwyk.
Pogubiłam się przez Ciebie.
Żyletki, alkohol, może dragi kiedyś?
Czy nie przed tym chciałeś mnie KOTECZKU uchronić?
Czy nie miałeś być całym moim światem, który mnie chroni?
Tylko rozumiesz. Na świecie są huragany, powodzie... Ty się zapadłeś. Trzęsienie ziemi Cię rozwaliło. A mnie wciągnąłeś w otchłań. Otchłań smutku, zła, rozpaczy, a przede wszystkim tęsknoty i myśli.
Siedzę tam dalej. Bez Ciebie. Samotna. TY. Nie wiem gdzie jesteś. Najgorsze jest to, iż nie mogę się odkochać i zakochać w kim innym. Choć czasem już sama nie wiem.
Może Ty też masz odwyk? Powrócisz kiedyś?

I ja... i Ty...
Nic o sobie nie wiemy,
choć znamy się doskonale,
to w niepewności trwamy stale.
Ty.
Jesteś jak wykuty w skale,
mój ideale.
Ty jako jedyny cukier,
w deszczu się nie rozpuścisz.
Ja.
W chmurach stojąc ciągle,
rozmyślam o wewnętrznej wojnie.
Czemu nie chciałeś mnie wcale?
Gdzie jesteś panie admirale?

Pamiętaj jednak. Gdy wrócisz nie będę Ci się zwierzać. Każę Ci spierdalać. Chodź w nocy będę potem płakać. Wiem, że tak postąpić trzeba.
                                               ~~Amelia




1 komentarz: